Karpacz noclegi :: hotele, pensjonaty, kwatery. Atrakcje w Karpaczu  :::  www.wkarpaczu.net

 

Laboranci w Karkonoszach

Laborantami na obszarze Karkonoszy i Gór Izerskich zwano ludzi, którzy ze zbieranych ziół, minerałów czy zwierząt wytwarzali, sporządzali, a także sprzeda-wali różnego rodzaju olejki, maści, eliksiry czy esencje. W źródłach pisanych laboranci byli nazywani jako Oeltrager (roznosi-ciele olejków), Arzneihandler (handlarze lekarstwami), Vagabunden mit Medica-mente (wędrowcy z medykamentami), Oleari (olejkarze), zielarze, korzennicy czy szafranicy.
Wśród szeregu ziół szczególnie poszukiwane były w Karkonoszach i Górach Izerskich goryczki, bylice, tojad mocny, arnika, lubczyk, rdest wężownik oraz legendarny korzeń mandragory. Początek kręgowi karkonoskich i izerskich laborantów dać mieli dwaj nieznani z nazwiska studenci medycyny uniwersytetu w Pradze. Postanowili oprzeć lekarską praktykę na połączeniu wiedzy medycznej i leczniczych właściwości natury. Pojawili się w górach, a dzięki swej wiedzy medycznej znacznie rozszerzyli zastosowanie ziół w leczeniu różnych schorzeń i dolegliwości. Już z połowy XVI w. pochodzą pierwsze wzmianki o zbieraniu ziół po czeskiej stronie gór. Piętro Mathiolus, cesarski lekarz Rudolfa II, z pochodzenia Sieneńczyk, szukał w Karkonoszach ziół leczniczych, a wyniki swych badań opublikował w herbarzu wydanym w 1562 r.
Dwie postacie laborantów, którzy zbierają rośliny u źródeł Upy, na Białej Łące pojawiają się na mapie Karkonoszy autorstwa Simo-na Hutttla z 1578 r. Mężczyzna kopie motyką korzenie (obok napis „natterwurtze" - rdest wężownik, uważany za jedną z najskuteczniejszych ówcześnie roślin leczniczych), a kobieta zbiera zioła do kosza. Jest to najstarsze przedstawienie karkonoskich laborantów.
W tym czasie karkonoskie ziołolecznictwo stawało się coraz bar-dziej popularne. W końcu XVI i w początkach wieku XVII część zielarzy przeszła z Czech na północną stronę Karkonoszy i Gór Izerskich w obawie przed prześladowaniami religijnymi, a także skutka-mi wojny trzydziestoletniej. Caspar Schwenkfeldt, jeleniogórski doktor medycyny i humanista w opisie Cieplic wydanym w 1607 r. pisał, że w górach spotykano licznych korzenników i zielarzy, którzy zbierając zioła prawie zupełnie wytępili niektóre gatunki roślin. Uprawiali nierzadko nielegalną praktykę lekarską, uzyskując w oczach jeleniogórskiego lekarza niezbyt pochlebne miano „medi-castri indocti" - „niedouczonych medyków**. W dziełach Schwenck-felda zawartych jest sporo praktycznych informacji dotyczących karkonoskich ziół i ich leczniczych właściwości.
Do ogromnej popularności wytwarzanych tutaj leków przyczyniła się legenda otaczająca od wieków Karkonosze - siedzibę Ducha Gór. Laboranci podtrzymywali ten mit, obierając sobie za patrona karkonoskiego władcę, a jego podobiznami ozdabiali zielarskie kra-my. Niejednokrotnie Duch Gór bywał określany jako „Wurzel-mann", czyli „korzennik", jako najbardziej wtajemniczony w leczniczą skuteczność karkonoskich ziół. Co zrozumiałe, dawni laboranci starali się odstraszyć postronnych, aby ukryć w ten sposób przed obcymi miejsca poszukiwań i tajniki produkcji karkonoskich medykamentów. Świadczą o tym liczne legendy. W XVII w. M. J. Praeto-rius w zbiorze „Znane i nieznane historie o karkonoskim Duchu Gór" pisał: Duch Gór nie pozwala ograbić swego ogrodu. Pewnego razu czterech Walończyków poszło do Krebsa [laborant i karkonoski przewodnik mieszkający w Piechowicach - przyp. P. W. ], który mieszka pod górami i prosili go, żeby zechciał z nimi pójść w góry. Obiecali przy tym postępować według jego woli. Krebs zapytał ich czego zamierzają szukać w górach. Odpowiedzieli, że chcą korzeni szlachetnych kamieni, między innymi także prawdziwego korze mandragory. Krebs powiedział im i sumienie ich ostrzegł, żeby szukkali czego chcą, ale korzeń mandragory mają zostawić w spokoju ponieważ Pan Gór, jeśliby miał ów korzeń, to zostawi go dla siebie Nie da go nikomu innemu, prócz tego, komu zechce go dać.
Odpowiedzieli, że to właśnie z powodu korzenia mandragory wybrali się w tak daleką podróż i zamierzają poważyć się na to na własne ryzyko i odpowiedzialność. Krebs ostrzegł ich jeszcze raz sumiennie, lecz nie chcieli go słuchać. Kiedy później jeden z nich wziął motykę i uderzył nią pierwszy raz w ziemię, wtedy upadł, stał się czarny jak węgiel i natychmiast skonał. Trzej pozostali tak się przestraszy-li, że uwierzyli Krebsowi, który ich przecież ostrzegał. Wtedy poszli z nim szukać innych kamieni szlachetnych, a swego dobrego kom-pana pochowali". To właśnie ze środowisk karkonoskich i izerskich laborantów, a także poszukiwaczy minerałów i kamieni szlachetnych oraz hutników szkła rozeszła się po Europie opowieść o groźnym Duchu Gór, który czyha na niepowołanych śmiałków nawiedzających jego królestwo. Wydaje się, że legenda ta, zwielokrotniona przez ustne i pisemne przekazy, dobrze zabezpieczała tajemnice ludzi, którzy tak obficie czerpali z naturalnych bogactw gór. Laboranci roznosili swój towar po Śląsku i innych krajach przynależnych do Austrii. Z 1690 r. zachował się opis śląskiego „laboranta" świdnickiego autora: „Wysoki, ubrany cały na zielono, miał na głównie ogromny wieniec z różnorodnych ziół i równie ogromną brodę. Wokół szyi wisiały mu żywe żmije; dawał się on im kąsać po rękach aż do krwi, by następnie pokazywać moc leczniczą żmijowego sadła, którym smarował świeże ukąszenia. Miał różne zioła, chodziły wie-tó» że nawet posiadał środki na odczynienie uroków. " W 1763 r. Dolny Śląsk przeszedł ostatecznie pod panowanie pruskie, przez co zmniejszył się rynek zbytu laborantów, a prawa ich cechu zostały I czasem mocno ograniczone. Jeszcze w 1796 r. karkonoski cech laborantów liczył 27 członków mieszkających przeważnie w Karpaczu okolicy. Warunki przyjęcia do cechu były niełatwe do spełnienia. Ipdepta wymagano co najmniej pięcioletniej praktyki, po odbyciu której czekał specjalny egzamin przed lekarzem i powiatowym aptek w Jeleniej Górze. W wypadku pomyślnego złożenia egzami-praktykant nie zostawał wcześniej przyjęty do cechu, aż zmarł jeden z jego 27 członków. Wtedy też wyznaczano mu miejsce zbytu dla jego wyrobów i mógł też on założyć własne laboratorium. Zakłady laborantów raz w roku kontrolował powiatowy lekarz.
Podstawowe znaczenie w ograniczeniu, a następnie likwidacji działalności karkonoskich laborantów miała konkurencja ze strony oficjalnej medycyny i rodzącego się przemysłu farmaceutycznego. W 1790 r. laborantom z Karpacza zezwolono na produkcję jedynie 46 medykamentów, a w 1809 r. zakazano im handlu domokrążnego. Pod koniec rządów Fryderyka Wilhelma III (1770-1840) przepisy zabraniały w ogóle mieszkańcom Karpacza zajmowania się wyrabianiem leków i handlu nimi. Jedynie karpacki laborant Ernst August Zolfel w 1843 r. uzyskał w drodze łaski królewskiej, wyjednanej przez jedną z dam dworu, przywilej na dożywotnie prawo wyrabiania zielarskich medykamentów. Wyrabiał je z dużą korzyścią aż do śmierci w 1884 r. W 1810 r. w Staniszowie została założona firma »W. Koerner & Co. ", która specjalizowała się przez długie lata w produkcji likierów i nalewek sporządzanych z karkonoskich ziół. Najbardziej znanym do dnia dzisiejszego produktem firmy jest •Echt Stonsdorfer Bitter" - „Prawdziwy Staniszowski Gorzki", od prawie dwustu lat produkowany według oryginalnej receptury pilnie strzeżoną przez rodzinę Koerner.
Tradycje karkonoskich laborantów przypominało muzeum regionalne w Karpaczu zbudowane w latach trzydziestych XX w., gdzie zrekonstruowano między innymi pracownię karkonoskiego laboranta. Muzeum zostało udostępnione zwiedzającym po zakończeniu II wojny światowej i cieszyło się dużym zainteresowaniem. Jednak później uległo, jfak 80 % dolnośląskich muzeów regionalnych likwidacji, a budynek przeznaczono na mieszkania komunalne.
W „Nowinach Jeleniogórskich" z 1959 r. zanotowano: „Ekspona-ty świadczące w większości o słowiańskiej przeszłości Sudetów znikły [... ], powód - rzekomo obcy kulturze polskiej charakter eksponatów. Piszę „rzekomo", gdyż wbrew tej opinii, wydanej przez Dyrekcję Muzeum Śląskiego we Wrocławiu, sprawa przedstawia się nieco inaczej. Zabrane z Karpacza zbiory umieszczono bowiem, nie, jakby się tego należało spodziewać, w jakimś lamusie [...]. Wy-stawiają je do dziś - i to z powodzeniem - muzea w Jeleniej Górze, Kamiennej Górze, Muzeum Sportu w Warszawie i o dziwo [... ] Mu-zeum Śląskie we Wrocławiu. [... ] Istniał tutaj też jedyny tego rodzaju dział poświęcony zielarstwu i pracy laborantów. " W latach osiemdziesiątych XX w. praktykami zielarskimi zajmowała się wyjątkowo malownicza w karkonoskim pejzażu postać, powszechnie zwana jako „Frau Koper". Praktykę prowadziła w leśnej chacie po-łożonej w Sosnówce obok kaplicy Świętej Anny nad Dobrym Źró-dłem.
Dziś coraz większą wagę do dziejów karkonoskich laborantów przywiązuje Sudeckie Bractwo Walońskie. Tradycje laborantów podtrzymuje w Kowarach - Podgórzu Wojciech Węglewskl znawca i miłośnik gór, niosąc ulgę i skutecznie lecząc karkonoskimi ziołami.

© dr Przemysław Wiater








Historycznie

Św. Wawrzyniec
Walonowie
Laboranci

Copyright (c) InterPele  www.wkarpaczu.net
Szklarska Poręba | Karkonosze | Jakuszyce | Noclegi | wszklarskiej.net | Zachełmie | Szklarska Poręba | Ściegny

statystyka

serwis turystyczno-informacyjny Karpacz. Noclegi w Karpaczu, atrakcje turystyczne.
Zakłady Sportowe | STS